Dziś nie będzie o żywych aniołach, którymi los szczodrze mnie obdarował :-) ale o ozdobach, które po prostu uwielbiam.. Każdy z nich, ma swoją historię i przywołuje miłe wspomnienia o ludziach, miejscach.. zdarzeniach..
W chwili obecnej nie jest ich w naszym kątku zbyt wiele, ale "na oku" mam kilka, które być może niedługo powiększą tą skrzydlatą rodzinę. :-)
A wszystko zaczęło się od tych dwóch "golasków" ;-)
Znałam mojego męża zaledwie kilka dni, gdy będąc w Polsce.. ujrzałam je siedzące w witrynie sklepowej.. Wpadłam wtedy na pomysł, że je kupię.. jednego zostawię sobie, a drugiego dam jemu :P i że może kiedyś znów się spotkają, po krótkim czasie rozłąki :P Dziś jak patrzę wstecz to myślę sobie, że przecież to było takie śmieszne i infantylne.. jak dziecko, które dzieli się z koleżanką serduszkiem na łańcuszku :P ale wtedy pomysł ten wydał mi się całkiem ciekawy.. Poparły go nawet moja mama i jej siostra, które były wtedy ze mną. I tak też się stało.. znów są razem i spoglądają na siebie z dwóch końców półki.. Dobrze, że m mnie wtedy nie wyśmiał... bo wszystko mogło skończyć się inaczej i skazałabym jednego z nich na "zagładę" lub spędzenie wieczności na wysypisku śmieci :P
Kolejnym aniołem jaki pojawił się u nas jest pachnący cudnie wanilią, wielki skrzydlak -świeca.. Prezent od mojej mamy, dla mnie i m..

Potem dwa przyleciały z nami z Irlandii.. jeden którego już pokazywałam.. kupiony w cudownym małym sklepiku z przeuroczą sprzedawczyni :-) bardzo lubię takie miejsca.. :D
I anioł zamknięty w kuli ze śniegiem.. z pozytywką wygrywającą "cicha noc"...
Jako ostatni dotarł do nas, anioł czytający księgę.. na minione Boże Narodzenie.. Jest świąteczny.. ale już go nie schowam do skrzyni ze Bożo Narodzeniowymi drobiazgami.. Będzie tu stał i odstawał od reszty zmieniającego się wystroju. To ostatni prezent od mojej kochanej mamy...
W miarę powiększającej się anielskiej rodziny.. będę Wam pokazywała "nowo przybyłych".. A może być ich sporo... bo do tej pory nie miałam ich gdzie ustawiać, ale w planie jest regalik pod skośną ścianą w "przesiadywalni".
Pozdrawiam serdecznie...i dziękuję, że mnie odwiedzacie i zostawiacie po sobie ślad w postaci tylu miłych komentarzy... XO Agata