Tam Twój dom, gdzie serce Twoje.. A gdzie podziewa się to moje?
Mój dom miał być tutaj, a tymczasem ono bezczelnie pozostało sobie w Irlandii. Przechadza się pewnie gdzieś teraz po zielonych wzgórzach, przesiaduje na krawędzi urwiska spoglądając w toń oceanu.. skacze pomiędzy kroplami deszczu, albo unosi się na wietrze nad kamienistą plażą..
Zostawiłam je tam dwa lata temu i jakoś nie spieszno mu, by do mnie wrócić.. Wręcz przeciwnie woła mnie głośno i często bym to ja dołączyła do niego.. Uparte nie rozumie, że to nie takie proste..
I tak żyjemy sobie osobno.. Ja tu, ono tam...
Czas pokaże kto będzie musiał wrócić do kogo..
Dawno, dawno temu.. był sobie domek przy drodze, a przed nim bawiły się dzieci. Malcy wyglądali nadjeżdżających samochodów, których widok był dla nich, owego czasu, nie lada atrakcją .
Za domem był ogród pełen kolorowych kwiatów, a jeszcze dalej rozciągały się sady.. Kwitnące jabłonie, grusze.. wiśnie, śliwy cieszyły na wiosnę oczy bogatym ukwieceniem, a nosy swoją wonią. To wszystko u podnóża góry gęsto pokrytej drzewami...
Wyjrzawszy o poranku z okna na piętrze domku, zobaczyć można było mgłę tajemniczo unoszącą się nad lasem, poczuć zapach wilgotnej ziemi, jednocześnie delektując się śpiewem małych, skrzydlatych mieszkańców sadu..
A czas płynął i przyszły zmiany.. Z dzieci stali się dorośli, dziadkowie i w końcu pradziadkowie... Droga "się rozrosła" i zmieniła w dwupasmową, natrętnie uczęszczaną przez tiry. Miejsce sadów zajęły bloki mieszkalne, kolosy prawie całkowicie zasłaniające widok na, już nie tak gęsty jak dawniej, las.. Melodię śpiewu ptaków zakłóca huk cywilizacji...
Domek pozostał na swoim miejscu.. Lekko dotknięty palcem czasu, ubrany w nową szatę, stoi tam gdzie już nie pasuje, a w nim my i nasz kąt..
Miało być tak pięknie, a okazało się, że tylko żyliśmy w świecie iluzji...
Wszystko zaczęło się kilka lat temu. Poznałam m, a m miał własny "kąt" i marzenie o doprowadzeniu go do stanu "mieszkalnego". Zaraził mnie swym snem. Od tej pory żyliśmy tylko tym, by "kąt" był coraz ładniejszy. Pracowaliśmy, a wszystkie pieniążki inwestowaliśmy w nasz "nowy dom". Potem była wielka przeprowadza - 2.5tysiaca kilometrów.
I teraz mieszkamy tu.. w naszym "kącie".
Dwa lata minęły, a my byśmy chcieli wrócić skąd przybyliśmy. Dziś
wiemy, że zaślepieni wizją mieszkania u siebie, wyidealizowaliśmy "to"
miasto, "ten" kraj i tubylców.
To miał być nasz dom, a tymczasem stał się przechowalnią...