To zdanie idelanie pasuje do stanu w jakim się często znajduję. Jako "siedząca" w domu mama czasem nie pamiętam jaki to mamy dzień tygodnia czy miesiąca.. Często jednak świadomość tego jest potrzebna. .. W walce z zagubieniem pomaga mi więc śliczny kostkowy kalendarz, który dostałam w prezencie od siostry :-)
Kolejny "odmierzacz" czasu otrzymałam od męża mojego kochanego.. chyba po to bym nie wstawała zbyt wcześnie, nieświadoma tego, że jeszcze nie pora :P
Prawdę mówiąc, zegarek w sklepie wypatrzyłam sama.. bardzo mi się spodobał, ale jako że wydał mi się zbyt drogi to po chwili wzdychania do niego odłożyłam go z powortem na półkę i poszłam dalej.. Jakże byłam zdziwiona gdy po powrocie do domu zegarek stał na mojej szafce nocnej.. Czujne oko męża wypatrzyło (z oddali) minę żony.. i tak to zostałam obdarowana :-)
Mierzony czy nie.. czas płynie a ja to widzę... Zasiane niedawno przez mojego synka niezapominajki zaczynają wyglądać już z doniczki..
do Irlandii zawitało piękne, słoneczne, zielone lato :D Lato o jakim marzyłam piekąc się w skwarze w ubiegłym roku w Czechach..
(na zdjęciach poniżej maleńki fragment Argillan Demense, Skerries, co Dublin)
i tak mamy (jeszcze przez chwilkę) 20 czerwiec.. piątek :-)

