wtorek, 21 maja 2013
prezenty, prezenty.. prezenty
Dziś post chwalebno - dziękczynny ;-)
Parę dni temu wróciłam z Polski i przywiozłam ze sobą cudowności, które tam na mnie czekały...
Oto co dostałam ( w kolejności w jakiej pakunki dotarły):
1. Cudna serduszkowa zawieszka od Basi z bloga "gliniany garnek". Czekała na mnie tak długo.. że aż się (troszkę) przedawniła :P Są bowiem na niej śnieżynki.. których widoku mam już dość w tym roku :P
Nie mogłam jednak schować jej do zimy, dlatego śnieżynki delikatnie przymocowałam z tylu serduch i zawieszka trafiła tam, gdzie pisałam (u Basi) że zawiśnie.. czyli do okienka :-)
Bardzo cieszy moje oczy :-) Basiu - dziękuję :-)
2. Prześliczne podkładki wykonane przez Justynę z bloga "w wolnej chwili".. a wraz z nimi przyleciała do mnie ptaszyna i serducho :-)
Dziękuję Justynko :-)
Podkładki już zdobią moja mikrofalówkę..
Ptaszek z serduszkiem póki co stoją na półce..i czekają aż wpadnę na pomysł gdzie je zawiesić. ;-)
3. I ostatni, ale nie mniej ważny, słodko - biżuteryjny prezent od Malwiny z bloga "szydelkowy swiat Malwiny" :-)
Dziękuję Malwinko :-)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie :-)
Agata :-)
ps. bardzo dziękuję też za miłe komentarze pod poprzednim postem.. ale czytając je serce bolało jeszcze bardziej.. że nie jestem w stanie zrobić sowiej rodzinki dla każdej z was.. :(
eh... gdyby dzień był trochę dłuższy, a ja miała o kilka rąk więcej.. ;-)
sobota, 4 maja 2013
Sowia rodzinka pofrunie do.........
Dziś dzień ogłoszenia wyników Candy...
Ilość osób chętnych do przygarnięcia nowych lokatorów przerosła moje najśmielsze wyobrażenia. Przyznam się, że spodziewałam się .. tfu, tfu.. miałam nadzieję że znajdzie się choć 10 potencjalnych rodziców..
Chęć wzięcia udziału w mojej "rozdawajce" wyraziło 100 osób.
Z jednej strony się ucieszyłam, że moje "ptaśki" tak się wam spodobały, ale z drugiej serducho boli gdyż nie mogę obdarować każdej z Was.
Planowałam wydrukować sobie imiona wszystkich uczestników, ale wczoraj moja drukarka odmówiła posłuszeństwa. Dlatego też każdemu przypisałam numerek i odbyło się losowanie..
Sowia rodzinka, widoczna na rozdawajkowym banerku, pofrunie do..................................
czyli "we grochy". Bardzo proszę o adresik :-)
Mojemu synkowi tak spodobało się bycie maszyną losującą, że na jednym losie nie mogło się skończyć..
Uparł się by i do osoby z numerem "32" poleciały ptaszyska..
Jako że ptasia rodzina przeznaczona do adopcji jest tylko jedna.. a naszej nie oddam, bo już ma kochającą rodzinę :P Postanowiłam zrobić jeszcze jedną sowią gromadkę..
Drugą zwyciężczynię, którą jest "Mała Sztuka", proszę o kontakt i troszkę cierpliwości..
Dziękuję bardzo za liczny udział w mojej zabawie, za wszystkie komentarze i miłe słowa :)
Witam też nowych obserwatorów.. Bardzo mi miło..
Pozdrawiam serdecznie :)
Agata
Ilość osób chętnych do przygarnięcia nowych lokatorów przerosła moje najśmielsze wyobrażenia. Przyznam się, że spodziewałam się .. tfu, tfu.. miałam nadzieję że znajdzie się choć 10 potencjalnych rodziców..
Chęć wzięcia udziału w mojej "rozdawajce" wyraziło 100 osób.
Z jednej strony się ucieszyłam, że moje "ptaśki" tak się wam spodobały, ale z drugiej serducho boli gdyż nie mogę obdarować każdej z Was.
Planowałam wydrukować sobie imiona wszystkich uczestników, ale wczoraj moja drukarka odmówiła posłuszeństwa. Dlatego też każdemu przypisałam numerek i odbyło się losowanie..
Sowia rodzinka, widoczna na rozdawajkowym banerku, pofrunie do..................................
osoby, która zostawiła komentarz numer "3"
czyli "we grochy". Bardzo proszę o adresik :-)
Mojemu synkowi tak spodobało się bycie maszyną losującą, że na jednym losie nie mogło się skończyć..
Uparł się by i do osoby z numerem "32" poleciały ptaszyska..
Jako że ptasia rodzina przeznaczona do adopcji jest tylko jedna.. a naszej nie oddam, bo już ma kochającą rodzinę :P Postanowiłam zrobić jeszcze jedną sowią gromadkę..
Drugą zwyciężczynię, którą jest "Mała Sztuka", proszę o kontakt i troszkę cierpliwości..
Dziękuję bardzo za liczny udział w mojej zabawie, za wszystkie komentarze i miłe słowa :)
Witam też nowych obserwatorów.. Bardzo mi miło..
Pozdrawiam serdecznie :)
Agata
czwartek, 11 kwietnia 2013
"Przygarnij sowią rodzinkę" - CANDY
Czuję się osowiała.. :-) wszędzie szaro-buro, a słonko jak na złość nie chce grzać jak powinno. Dlatego z utęsknieniem czekam na maj, bo to od zawsze był mój ulubiony miesiąc - czas kwitnących bzów. Chowam się w domku przed zimnym wiatrem i dziergam. Dla pani sowy z poprzedniego posta dorobiłam męża i maleństwo.. a potem naszło mnie na jeszcze jedną sowią rodzinkę, którą chce "oddać do adopcji".
Jest ktoś chętny? Proszę o "złożenie podania" :P w formie komentarza (wyrażającego chęć podjęcia się adopcji) pod postem ;-)
Do pobrania jest banerek, który możecie umieścić na swoim blogu (byłoby mi bardzo miło :-) ) wraz z linkiem do tego posta.
Na chętnego/chętnych czekam do pierwszego majowego weekendu, tj do piątku 3.05 (włącznie), a w sobotę (04.05) ogłoszę do kogo "pofruną" te moje ptaszyska :-)
Muszę jeszcze dodać, że ze względu na guzikowe oczy nie polecam tych sów jako zabawek dla maluszków, które nadal poznają świat za pomocą buzi ;-)
A tutaj dwie sowie rodziny w komplecie..
Pozdrawiam cieplutko, Agata
ps. Jeszcze raz przypomnę - Instrukcje jak zrobić sowy znalazłam tutaj
poniedziałek, 18 marca 2013
Pan kotek i pani sowa..
Bardzo spodobały mi się szydełkowe zabawki jakie tworzy Gosia z fabryki oczek. Zapisałam się kiedyś nawet na candy by wygrać kotka o imieniu Bolo, ale szczęście się do mnie nie uśmiechnęło :( Dlatego też zakasałam rękawy, poczytałam troszkę o Amigurumi (sztuce tworzenia szydełkowych maskotek) i na życzenie mojego synka powstał kotek..
Troszkę pokraczny i upiorny (jak skomentowała go moja teściowa), ale i tak skradł serce mojego malucha i znalazł miejsce u boku pana Mikiego :-) Co jest nie lada wyróżnieniem :-)
Wzór na zrobienie siedzącego kotka znalazłam na blogu bethsco.blogspot.com.
Do towarzystwa dla kocurka powstała pani sowa.
Instrukcje jak zrobić sowę znalazłam na stronie repeatcrafterme.com. (Jest tam dużo ciekawych inspiracji szydełkowych i nie tylko.. ) Zmieniłam tylko "nosek" na wyszywany i dorobiłam jej nogi i "ogonek" :-)
Pozdrawiam ciepło.. Agata
wtorek, 12 marca 2013
Spragniona kolorów..
Dziś tylko kilka ze zdjęć, które zrobiłam przez ostatnie dni.. "goniąc" za kolorem :-)
Cukieraski w mojej ulubionej, zielonej filiżance :-)
Lentilky... miło kojarzą mi się z dzieciństwem
Foremki czekające na pieczenie wiosennych, kruchych ciasteczek
Kalanchoe :-)
I na koniec - pierwsza z moich sznurkowych podkładek... :-)
Do następnego......
Pozdrawiam cieplutko, Agata
poniedziałek, 4 marca 2013
wianuszek i spółka..
Na początku chciałabym podziękować za liczne komentarze pod ostatnim postem. Bardzo mi było miło, że chciało Wam się przeczytać te moje rozmyślania i jeszcze zostawić po sobie "ślad".. :-D :-D :-D
Dziś coś lżejszego - powracam tematem do robótek. Szydełkowanie mnie pochłonęło całkowicie. Przez kilka ostatnich dni, powstało u mnie kilka serduch i wianuszek. Kończę też poszewkę na poduchę w postaci wielkiego babcinego kwadratu, która to nie podoba się mojemu mężowi :P Po jej skończeniu, planuję zabrać się za podkładki pod kubeczki.. :-)
Nie będę się dziś rozpisywać, zdjęcia powiedzą wszystko za mnie.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich i witam nowe obserwatorki :-)
Do kolejnego posta kochane... Agata
niedziela, 24 lutego 2013
Irlandio, moja Irlandio...
Wczoraj na blogu Kasi przeczytałam posta, który zainspirował mnie do napisania tegoż właśnie. Zaczyna się słowami:
"Słyszę czasem od Was: że budzę podziw...Bo życie toczę tutaj, na ziemi obcej i nieznanej..."
I ja słyszałam te słowa, nie raz, mieszkając w Irlandii.. albo że ktoś mi współczuje "bo daleko od domu". Nigdy nie rozumiałam tych ludzi, bo przecież ja sama zdecydowałam się wyjechać. Zrobiłam to dobrowolnie - nikt mnie z Polski nie wypędził..
Ja pokochałam Irlandię i Irlandczyków (większość ;-))
Nigdzie indziej (a "parę" krajów odwiedziłam ) nie spotkałam tak cudownych ludzi jak tam. Ludzi, którzy byli bardziej przyjacielscy w stosunku do mnie (mimo iż byłam "obca" ) niż rodacy w moim własnym kraju. Opuściłam Irlandię by być bliżej rodziny - bardzo tęskniłam za mamą.. rodzeństwem..
Nie mieszkam w Polsce, ale do rodzinnego miasteczka mam zaledwie 200km.
Tęsknię jednak za Irlandią i to bardzo..
- za nie za gorącym latem i nie za zimną zimą ;-)
- za całorocznie zieloną trawą,
- za "panem z autobusu", który zatrzymywał się dla ludzi miedzy przystankami, a wysiadającym życzył miłego dnia,
- za celnikiem, który sprawdzając mój paszport mówił "welcome home"
- za sprzedawczynią, która pomagała mi wnieść wózek do sklepu,
- za człowiekiem - który idąc w tym samym kierunku zaoferował bym skryła się pod jego parasolem, bo mój się połamał,
- za ludźmi, którzy czekali cierpliwie w kolejce w supermarkecie (bo przecież nigdzie się nie spieszy) itp......
Wielu ludzi (Polaków) w Irlandii narzeka na służbę zdrowia, bo tak jak wspomniała Kasia i tam lekarz w większości przypadków zaleca paracetamol i wiele rzeczy się bagatelizuje, ale czy w Polsce jest ona taka idealna? W Irlandii, przeszłam dwie poważne operacje..w tym jedną, można by powiedzieć, ratującą życie.. Nie wiem jak zostałabym potraktowana w Polsce.. W Irlandii też urodził się mój synek w nienagannych, przyjaznych warunkach, w szpitalu, który standardem przypominał hotel 4gwiazdkowy, a byłam zwykłym "public patient" (pacjentem na tamtejszy NFZ ).. Włos się jeży jak słyszy się historie o kobietach rodzących, po kilka na porodówce - odgrodzone od drugiej rodzącej zasłonami, czy leżących na korytarzu, bo na sali nie ma miejsca.. gdzie? w Polsce. O kobietach, które "muszą", niejednokrotnie, zapłacić by być lepiej potraktowane, bo na NFZ to nie wiadomo czego się mogą spodziewać.. o ludziach czekających miesiącami na wizytę u specjalisty, czy takich którzy nie doczekali się swojej kolejki..
Tę część Europy (wg mnie) inaczej się widzi z perspektywy odwiedzającego, czy tęskniącego, a inaczej jak się tu żyje.
Wielu ludzi (Polaków) w Irlandii narzeka na służbę zdrowia, bo tak jak wspomniała Kasia i tam lekarz w większości przypadków zaleca paracetamol i wiele rzeczy się bagatelizuje, ale czy w Polsce jest ona taka idealna? W Irlandii, przeszłam dwie poważne operacje..w tym jedną, można by powiedzieć, ratującą życie.. Nie wiem jak zostałabym potraktowana w Polsce.. W Irlandii też urodził się mój synek w nienagannych, przyjaznych warunkach, w szpitalu, który standardem przypominał hotel 4gwiazdkowy, a byłam zwykłym "public patient" (pacjentem na tamtejszy NFZ ).. Włos się jeży jak słyszy się historie o kobietach rodzących, po kilka na porodówce - odgrodzone od drugiej rodzącej zasłonami, czy leżących na korytarzu, bo na sali nie ma miejsca.. gdzie? w Polsce. O kobietach, które "muszą", niejednokrotnie, zapłacić by być lepiej potraktowane, bo na NFZ to nie wiadomo czego się mogą spodziewać.. o ludziach czekających miesiącami na wizytę u specjalisty, czy takich którzy nie doczekali się swojej kolejki..
Tę część Europy (wg mnie) inaczej się widzi z perspektywy odwiedzającego, czy tęskniącego, a inaczej jak się tu żyje.
Może i jesień jest tu piękniejsza niż na "zielonej wyspie" (bardziej kolorowa i mniej mokra), szanse na białe Boże Narodzenie są znacznie większe i łatwiej jest kupić świeży chleb na zakwasie z chrupiącą skórką... ale serce się kraje jak widzi się:
-ludzi w około, smutnych i przygnębionych..
-stojących pod sklepem jeszcze przed otwarciem, by kupić mleko w lepszej cenie - najlepiej całą zgrzewkę, by starczyło do kolejnej promocji,
-ludzi szperających w markecie w lodówce z przecenionym mięsem i pana z ochrony stojącego "w cywilu" z boku, bacznie się im przyglądającego, bo może coś ukradną.. a jak to zrobią i on ich "złapie" to będzie miał dodaną premię do swojej skąpej pensji,
-matkę, która mówi swojemu dziecku, że nie kupi mu lizaka bo kupiła mu już wczoraj, a nie ma tyle pieniędzy by kupywać mu codziennie..,
-ludzi, którzy biorą pożyczki bo nie starcza im na zapłacenie rachunków,
-pana proszącego ludzi przy kasie w szpitalu o 30Kc (5 zł) bo tyle brakuje mu do zapłacenia opłaty za to, że spędził noc w szpitalu,
-starszą panią która zastanawia się w aptece, z których leków zrezygnować bo na wszystkie nie ma dość pieniędzy,
-ludzi, którzy patrzą na innych z góry dlatego, że mają więcej pieniędzy, są lepiej ubrani, mają ładniejszy samochód czy lepsze stanowisko w pracy..
-takich, którzy życzą innym źle bo im samym nie jest dobrze,
czy też dowartościowują się tym, że poniżą drugiego.....
Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się wrócić do "domu". Bo moje serce mi mówi, że właśnie tam jest mój dom... w Irlandii...
Pozdrawiam cieplutko, Agata
Subskrybuj:
Posty (Atom)











