Blogger Widgets

poniedziałek, 4 marca 2013

wianuszek i spółka..


Na początku chciałabym podziękować za liczne komentarze pod ostatnim postem. Bardzo mi było miło, że chciało Wam się przeczytać te moje rozmyślania i jeszcze zostawić po sobie "ślad".. :-D :-D :-D

Dziś coś lżejszego - powracam tematem do robótek. Szydełkowanie mnie pochłonęło całkowicie. Przez kilka ostatnich dni, powstało u mnie kilka serduch i wianuszek. Kończę też poszewkę na poduchę w postaci wielkiego babcinego kwadratu, która to nie podoba się mojemu mężowi :P  Po jej skończeniu, planuję zabrać się za podkładki pod kubeczki.. :-)  

Nie będę się dziś rozpisywać, zdjęcia powiedzą wszystko za mnie. 










Pozdrawiam serdecznie wszystkich i witam nowe obserwatorki :-)

Do kolejnego posta kochane...  Agata




niedziela, 24 lutego 2013

Irlandio, moja Irlandio...


Wczoraj na blogu Kasi przeczytałam posta, który zainspirował mnie do napisania tegoż właśnie. Zaczyna się słowami:

"Słyszę czasem od Was: że budzę podziw...Bo życie toczę tutaj, na ziemi obcej i nieznanej..." 


I ja słyszałam te słowa, nie raz, mieszkając w Irlandii.. albo że ktoś mi współczuje "bo daleko od domu". Nigdy nie rozumiałam tych ludzi, bo przecież ja sama zdecydowałam się wyjechać. Zrobiłam to dobrowolnie - nikt mnie z Polski nie wypędził..
 
Ja pokochałam Irlandię i Irlandczyków (większość ;-))


 
 
Nigdzie indziej (a "parę" krajów odwiedziłam ) nie spotkałam tak cudownych ludzi jak tam. Ludzi, którzy byli bardziej przyjacielscy w stosunku do mnie (mimo iż byłam "obca" ) niż rodacy w moim własnym kraju.  Opuściłam Irlandię by być bliżej rodziny - bardzo tęskniłam za mamą.. rodzeństwem..
Nie mieszkam w Polsce, ale do rodzinnego miasteczka mam zaledwie 200km.  

Tęsknię jednak za Irlandią i to bardzo.. 
- za nie za gorącym latem i nie za zimną zimą ;-)  
- za całorocznie zieloną trawą, 
- za "panem z autobusu", który zatrzymywał się dla ludzi miedzy przystankami, a wysiadającym życzył miłego dnia, 
- za celnikiem, który sprawdzając mój paszport mówił "welcome home"
- za sprzedawczynią, która pomagała mi wnieść wózek do sklepu, 
- za człowiekiem - który idąc w tym samym kierunku zaoferował bym skryła się pod jego parasolem, bo mój się połamał, 
- za ludźmi, którzy czekali cierpliwie w kolejce w supermarkecie (bo przecież nigdzie się nie spieszy) itp......
 
Wielu ludzi (Polaków) w Irlandii narzeka na służbę zdrowia, bo tak jak wspomniała Kasia i tam lekarz w większości przypadków zaleca paracetamol i wiele rzeczy się bagatelizuje, ale czy  w Polsce jest ona taka idealna? W Irlandii, przeszłam dwie poważne operacje..w  tym jedną, można by powiedzieć, ratującą życie.. Nie wiem jak zostałabym potraktowana w Polsce.. W Irlandii też urodził się mój synek w nienagannych, przyjaznych warunkach, w szpitalu, który standardem przypominał hotel 4gwiazdkowy, a byłam zwykłym "public patient" (pacjentem na tamtejszy NFZ ).. Włos się jeży jak słyszy się historie o kobietach rodzących, po kilka na porodówce - odgrodzone od drugiej rodzącej zasłonami, czy leżących na korytarzu, bo na sali nie ma miejsca.. gdzie? w Polsce. O kobietach, które "muszą", niejednokrotnie, zapłacić by być lepiej potraktowane, bo na NFZ to nie wiadomo czego się mogą spodziewać.. o ludziach czekających miesiącami na wizytę u specjalisty, czy takich którzy nie doczekali się swojej kolejki..


Tę część Europy (wg mnie) inaczej się widzi z perspektywy odwiedzającego, czy tęskniącego, a inaczej jak się tu żyje. 

Może i jesień jest tu piękniejsza niż na "zielonej wyspie" (bardziej kolorowa i mniej mokra), szanse na białe Boże Narodzenie są znacznie większe i łatwiej jest kupić świeży chleb na zakwasie z chrupiącą skórką... ale serce się kraje jak widzi się: 
-ludzi w około, smutnych i przygnębionych..
-stojących pod sklepem jeszcze przed otwarciem, by kupić mleko w lepszej cenie - najlepiej całą zgrzewkę, by starczyło do kolejnej promocji, 
-ludzi szperających w markecie w lodówce z przecenionym mięsem i pana z ochrony stojącego "w cywilu" z boku, bacznie się im przyglądającego, bo może coś ukradną.. a jak to zrobią i on ich "złapie" to będzie miał dodaną premię do swojej skąpej pensji,  
-matkę, która mówi swojemu dziecku, że nie kupi mu lizaka bo kupiła mu już wczoraj, a nie ma tyle pieniędzy by kupywać mu codziennie.., 
-ludzi, którzy biorą pożyczki bo nie starcza im na zapłacenie rachunków,  
-pana proszącego ludzi przy kasie w szpitalu o 30Kc (5 zł) bo tyle brakuje mu do zapłacenia opłaty za to, że spędził noc w szpitalu, 
-starszą panią która zastanawia się w aptece, z których leków zrezygnować bo na wszystkie nie ma dość pieniędzy, 
-ludzi, którzy patrzą na innych z góry dlatego, że mają więcej pieniędzy, są lepiej ubrani, mają ładniejszy samochód czy lepsze stanowisko w pracy..  
-takich, którzy życzą innym źle bo im samym nie jest dobrze,  
czy też  dowartościowują się tym, że poniżą drugiego.....

Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się wrócić do "domu". Bo moje serce mi mówi, że właśnie tam jest mój dom...  w Irlandii...



  Pozdrawiam cieplutko, Agata

czwartek, 14 lutego 2013

Nowa miłość.. ;-)


 Może i ta stara (z poprzedniego postu) nie rdzewieje, ale znów poszła na małą chwilkę  w kąt..  Zauroczona wszystkimi cudnymi robótkami, które oglądam w blogowym świecie, postanowiłam wziąć do ręki szydełko i ja..  Jak narazie jestem na etapie półsłupków :p i daleko mi do ślicznych kocyków i serwetek :P Ale w pierwszy dzień mojej przygody z szydełkiem powstał bucik.. Tylko jeden, bo od oka i drugiego identycznego zrobić nie umiem :P Zresztą na co mi drugi taki :P Kiedyś zrobię dwa ładne-jak będzie dla kogo :-)

  
A ten zostanie napchany czymś i będzie służył jako poduszeczka na szpilki :-)  

W drugi dzień trenowania powstał sweterek dla Mikiego :-)


Pan Miki jest nieodłącznym kompanem mojego synka.. Przyleciał z m kiedyś ze Stanów i miał w ręku deskę surfingową, która mojemu synkowi zawadzała i została usunięta :P Jednakże strój plażowego Mikiego nie jest zbyt adekwatny do wyjścia poza cieplutki domek.. (oj tak, pan Miki chodzi z nami wszędzie!) więc powstał ciepły sweterek. Zadanie nie było proste, jak dla mnie, ze względu na budowę anatomiczną modela :P (wielkie łapy i głowa) i jego niedostępność (syn go z rąk nie wypuszcza) ale się udało i w końcu jest mu ciepło w grzbiet :P 




Zrobienie zdjęć też graniczyło z cudem.. miałam kilka sekund zanim mała rączka mikiego dopadła :P




Dziękuję za odwiedziny i wszystkie miłe komentarze :-) 
Witam także nowe obserwatorki :-) 
Pozdrawiam cieplutko, Agata


środa, 6 lutego 2013

Stara miłość nie rdzewieje..


Już prawie o nich zapomniałam.. Leżały sobie schowane za "górami" ubrań....
w rzadko "odwiedzanym" kącie szafy i czekały czy może kiedyś wrócą jeszcze do łask.. Nie widzieliśmy się dość długo, ale tym radość była większa gdy znów ujrzały światło dzienne.. Druty, nieskończony zielony kocyk.., który teraz po dokończeniu stanie się pewnie wiosenną poszewką na poduchę.. i włóczki.. 






Ostatnio spodobało mi się połączenie fioletowego z zielonym. Zastanawiam się nad wprowadzeniem takiej kolorystyki do łazienki..
 

A tak powstaje fioletowy kubraczek dla guzikowego wianka..




Pozdrawiam ciepluchno, Agata



 

czwartek, 31 stycznia 2013

najpiękniejszy kubek na świecie.. :p



Od ponad 3 lat jestem mamą.. Co prawda mój synek urodził się niespełna 2.5 roku temu, ale ja przecież 
jestem jego mamą od chwili, w której powstał.. 

To były najtrudniejsze jak dotąd, ale za razem najpiękniejsze 3 lata mojego życia. 

Bycie rodzicem to nie bułka z masłem.. przynajmniej nie dla mnie :p Wraz z radością pojawił się strach. Gdy byłam w ciąży czekałam na kolejne etapy.. Oby do 12ego, potem do 24ego tygodnia.. oby do porodu.., oby do.. Cały czas myślałam, że jak dobrnę do danego punktu to będę bała się mniej o mojego małego okruszka.. Ale ten strach idzie chyba w parze z miłością. Wędrują sobie trzymając się za ręce i jedno nie może istnieć bez drugiego. Dopiero gdy zostałam mamą zrozumiałam strach mojej mamy, która troskała się o mnie, nawet gdy byłam już dorosła i szłam swoimi ścieżkami. Wiedziała, że potrafię sobie w życiu poradzić, że wychowała mnie najlepiej jak umiała i przygotowała do dorosłego życia.., ale zawsze mi mówiła "nawet gdy będziesz mieć 50parę lat, a ja 80.. to nadal będziesz moim dzieckiem, a ja Twoją mamą". Nie potrafiłam zrozumieć jej obaw.. aż do tych dwóch magicznych kresek na teście ciążowym. 
Gdy stałam się mamą.. zmienił się mój punkt widzenia na świat.. na innych ludzi. Nagle to co kiedyś było ważne straciło na wartości, a inni ludzie zostali ubrani w szaty "dzieci innych".. Nawet wiadomości w Tv nabrały innych kolorów .."bo przecież ten zamordowany, był czyimś dzieckiem.. tak samo jak ten morderca.. Co teraz czują ich matki?"
 
Gdy zostałam mamą stałam się ważniejsza dla siebie samej, bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.. Zaczęłam bardziej dbać o zdrowie.. o to co jem..itp.. By być dobrym przykładem dla mojego synka.

W dniu kiedy narodz sie mój wymodlony, wyczekany synek.. poznałam miłość tak wielką o jakiej mi się nawet nie śniło... 
  
Macierzyństwo zmienia człowieka.. nagle piękny staje się dla nas kubek z rozmazaną łapką, "rysunek" na którym trudno dopatrzeć sie kształtów, szmaciana lalka uszyta niezręcznie na urodziny, rozciapany tort z andruta z lodami albo laurka z wymyślonym przez dziecko wierszykiem, w którym brakuje rymów. Człowiek zapomina o nieprzespanych nocach, bolących plecach, pękającej czasem głowie, częstym poczuciu bezradności czy złości, tym że nie ma już tyle czasu dla siebie i swojego hobby.. gdy dwie małe rączki owiną się nam wokół szyi, a na nasz widok pojawia się cudny szczery uśmiech na małej twarzyczce. 

  A tutaj tutułowy kubek :p Nie jest ani ze złota.. ani nie jest "markowy".. nie ma też żadnych magicznych własciwości.. ale jest na nim odbita rączka mojego synka gdy skonczył dwa latka.. 





Na koniec
wierszyk.. kiedyś znaleziony w internecie:


My Handprints
  Sometimes I might upset you
Because I am so small
And always leave my fingerprints
on furniture and walls.
  But everyday I grow a bit
And soon I'll be so tall
That all those little fingerprints
Will be so hard to recall.
  So here's a special handprint
Just so that you can say
This is how my fingers looked
   When I placed them here today.

 do następnego razu.. XO Agata


środa, 16 stycznia 2013

Wyróżnienie ;-)


Jak już wspominałam przy okazji zabawy "magiczne święta".. nie lubię "łańcuszków" :P 

Nie lubię typować kolejnych osób dlatego, że.. po pierwsze 
jest wiele, wiele blogów, które wyróżniłabym mianem "ulubionego", "fantastycznego", "oryginanego", "wszechstronnego" itp.. i są na mojej liście "obserwowanych"..   
Typując tylko kilka osób uraziłabym inne, których twórczość cenie i posty czytam z ogromną przyjemnością. Po drugie.. wiem, że nie każdy cieszy się z otrzymania wyróżnienia i nie każdemu się chce w zabawie uczestniczyć.. Tak jak ja kiedyś odrzuciłam propozycję wzięcia udziału w zabawie "liebster blog", tak i niektórzy nie zdecydowali się na zabawę "magiczne święta". A po trzecie.. Nie widzę sensu rozsyłania wyróżnień.. hmm no może oprócz tego, że reklamujemy swojego bloga, bo ktoś musi o nas wspomnieć u siebie :P 



Dla mnie największym wyróżnieniem jest to, gdy ktoś mnie odwiedzi.. zechce przeczytać co napisałam i znajdzie jeszcze chwilkę by napisać kilka słów pod postem.. A jeśli jeszcze zdecyduje się dodać mój skromny, "początkująco -kulejący" ;-)  blog do listy przez siebie podglądanych i będzie tu wracać to już mówi samo za siebie.. 

 Jako że już zostałam wytypowana przez Agnieszkę z "wloskiego slonca" do zabawy  i odebrania wyróżnienia 


to przyłącze się do niej i napisze 7 faktów o mnie.. 
* Jestem:

- średniego wzrostu, szczupłą (jak na moje oko ;-) ),  szatynką (1)

- upartym koziorożcem... (2)

- mamą 2 letniego "kędziorka" (3)

- nauczycielką - z zawodu :-) (4)

- szczęśliwym człowiekiem.. który zdaje sobie sprawę z tego co ma :D (5)

* Lubię - wiedzieć, uczyć się nowych rzeczy i poznawać świat :-)  (6)

* I...nadal MARZĘ o powrocie do Irlandii (7)

Nie będę nominować kolejnych blogów..   Do zabawy zapraszam wszystkich, którzy chcą podać 7 faktów o sobie..  :P (U mnie w komentarzach lub u siebie na blogu..)  Mogą potem wytypować 15!!! :P blogów, które otrzymają wyróżnienie..i powiadomią te 15 osób o tym, że zostały wyróżnione i muszą napisać u siebie od kogo je dostały :-P

A na przyszłość ...





Pozdrawiam serdecznie, XO Agata



środa, 9 stycznia 2013

Zima w pełni :-)


Na wielu blogach, które chętnie odwiedzam, powoli zaczynają się wkradać wiosenne klimaty, a przecież mamy dopiero początek stycznia, czyli sam środeczek zimy.. Przed nami jeszcze cały luty.. do wiosny daleko.. oj daleko. Ja nie mam nic przeciwko temu..  Wiosnę kocham.. to moja ulubiona pora roku, a zielony jest moim kolorem nr 1, :-) ale też się do niej nie spieszę bo to tylko o krok od lata, którego nie cierpię...  Nie lubię gorąca, przed którym nie ma ucieczki, ani widoku suchej trawy. Nie jestem typem osoby, która marzyłaby o wakacjach w gorącym klimacie i smażeniem się na piasku.. W lecie marzę tylko... by się skończyło i nastała cudna, chłodna, kolorowa jesień.. :-) Dlatego też, tak odpowiadał mi irlandzki klimat, gdzie w miesiącach letnich temperatura rzadko przekraczała 25 stopni.. Oj gdyby tylko tam tyyyyle nie padało. No ale skąd by się wtedy wzięła ta soczysta zieleń.    Rozmarzyłam się...  :-) 
Wracając do tematu posta - CIESZĘ się że jest ZIMA :-) i do tego taka PIĘKNA  :-)  Uwielbiam spacery do lasu, widok oprószonych śniegiem drzew i skrzypiący pod butami biały "dywan". Oczywiście i zima ma swoje szaro-błotniste strony, ale w tym roku wyjątkowo raczy nas (tu gdzie mieszkam) cudnymi widokami :-) 

 










A poniżej coś dla tych, którzy już tęsknią za zielenią.. Styczeń w Irlandii  :-)


(zdjęcia także mojego autorstwa :-) i aparatu, który już przeszedł na emeryturę..)
 


















 Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie.  Agata :-)

 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...